To znaczy, że po ukończeniu fabuły głównej gra nie kończy się, a jedyne co możemy zrobić to zacząć od nowa. Plus ten posiadają głównie gry multiplayer korzystające z sieci. Jednak nie o multiplayerze chcę wam opowiedzieć, lecz o grze która sprawi że poczujecie się jak bóg. Chodzi mi o serię The Sims. Polega ona na przejęciu kontroli nad życiem "Simów" i prowadzeniu ich przez cybernetyczną ścieżkę przeznaczenia. Mniej, więcej. Należy ona do gierek, które prędzej się nudzą niż kończą. Przede wszystkim dla tego, że wystarczy tylko chcieć, a końca nie będzie. Nawet jeśli umrze nam Sim którym zaczęliśmy przygodę, w grze pozostaną jego potomkowie. I potomkowie potomków. I potomkowie potomków jego potomków. (Pisząc to zauważyłem jak zabawnym słowem jest "potomek"). Dzięki temu ktoś kto wciągnie się w Simsy po sam kręgosłup może być spokojny, że może w to grać do śmierci. Swojej oczywiście. Dodatki do serii mogą znacznie urozmaicić rozgrywkę i dodać jej realizmu, jednak każda kosztuje pieniądze. Chociaż na co innego wydawać pieniądze? Jedzenie? Mieszkanie? Phi! Dla prawdziwego pro-gamera to nie wyzwanie. A dlaczego? O tym opowiem wam niedługo. Miłej nocy misiaki
Szeregowy Szczypior.